poniedziałek, 24 grudnia 2018

Merry Christmas Sydney!

Wesołych Swiąt!
 wersja australijska...
u nas Trakt królewski, tutaj George Street
  
 u nas zima, tutaj lato
Miejska choinka na Martins Place
 
Choinka plażowa na Coogee
 moto renifer
  
 i Surfing Santa
 Pierwszy dzień Swiąt spędza się głownie na plażach
  
wśród Mikołajów
Reniferów
 
i Elfów

Po prostu w sydnejskim Coogee stylu

sobota, 22 grudnia 2018

Nasi tu są! Polski sklep w Sydney.

Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że polska emigracja organizuje swoje polonijne życie głównie wokół poslkich parafii i polskich sklepów. Tak to mniej więcej działało w Bay Area, tak to mniej więcej działa i tutaj... Przypuszczam, że Nowy York czy Chicago rządzą się swoimi prawami, jednak tutaj w Sydney Polacy nie są szczególnie liczną mniejszością. Z pewnością jednak nie jest nas mało. Zwłaszcza w okresach przedświątecznych łatwo się o tym przekonać w miejscach takich jak ten polski sklep w dzielnicy Roseville, do którego czasem wpadamy między innymi po...rewelacyjny żurek. Polecamy!

 











Magda's Deli


środa, 19 grudnia 2018

Rolex Sydney Hobart Yacht Race 2018. Kosatka Monster Project.

Kosatka Monster Project to jacht wyścigowy (nazywany także Volvo Ocean 70 lub krócej VO70), który został zaprojektowany i zbudowany przez stocznię Humphreys Yacht Design dla rosyjskiego multimilionera, z myślą o startach w regatach Volvo Ocean Race 2008/2009. Prace projektowe nad łodzią rozpoczęły się w czerwcu 2007 r. i były jak można przeczytać na stronie projektu „intensywnym dwumiesięcznym procesem badawczo-rozwojowym”. Budowa rozpoczęła się w sierpniu tego samego roku. Nie powinno dziwić użycie do jej konstrukcji najnowszych technolgoii, łódź w całości wykonana jest z włókien węglowych. W konsekwencji Monster Project to nowoczesna, bardzo szybka jednostka, charakteryzująca się dużą sztywnością.  

W czerwcu 2008 r. Łódź została ochrzczona pod patronatem Towarzystwa Ochrony Wielorybów i Delfinów zyskując dodatkowy przydomek "Kosatka", co w języku rosyjskim oznacza Orkę. Od tego czasu Kosatka Monster Project bierze czynny udział w największych imprezach regatowych na świecie propagując przy tym świadomość środowiska podwodnego. We wrześniu 2014 roku łódź została kompleksowo przebudowana przez zespół Project Racing.

Oto jej najważniejsze parametry.
  • Długość - 21,48 m (70 stóp - stąd też i nazwa)
  • Szerokość - 5,68 m
  • Zanurzenie – 4,49 m
  • Masa kilu – 4900 kg
  • Masa jachtu – 13,800 kg
  • Powierzchnia żagli – łącznie ponad 500m2
  •       Top Speed – 30+ węzłów
To, że piszę o łodzi w kontekście zbliżajacych się regat Sydney-Hobart nie powinno dziwić, ale zastanawiać może dlaczego poświęciłem posta akurat temu konkretnemu jachtowi?
Otóż jacht Kosatka Monster Project VO70 wystartuje za tydzień w imprezie Rolex Sydney Hobart Yacht Race pod polską banderą Yacht Clubu Sopot.
Będzie to piąta polska ekipa startujaca w tych legendarnych regatach. Dla mnie najbardziej ze wszystkich wyjątkowa. Pierwsza, którą miałem okazję poznać osobiście podczas przygotowań do startu w Sydney. Podobnie jak i sam jacht, na pokładzie którego miałem okazję przekonać się jak wygląda współczesna łódź regatowa i tak zwana kuchnia regat Sydney-Hobart.

Chciałem w tym miejscu podziękować Zbigniewowi Gutkowskiem (kapitanowi jednostki) za umożliwienie poznania całej ekipy, Rafałowi Sawickiemu (kierownikowi wyprawy) za bardzo ciekawą rozmowę i prezentację łodzi, Romanowi Guerra właścicielowi jachtu Monster Project za otwartość i pozwolenie na zwiedzenie jachtu. Zamieniliśmy wprawdzie tylko kilkanaście zdań, ale już od pierwszego wyczułem, że facet na prawdę ma na imię Impossible is Nothing). Dziękuję całej ekipie
Powodzenia i do zobaczenia za tydzień w Zatoce Port Jackson!
Dzięki uprzejmosci właściciela i  gościnności całej załogi, również i Wy macie możliwość odwiedzenia Kosatki Monster Project. Pamiętajcie jednak, że te jachty najładniej wyglądają na pełnym morzu.
Kosatka Monster Project - Galeria Foto.
P.s. Znawcy tematu twierdzą, że łódź może być naprawdę szybka zwłaszcza przy bardziej ekstremalnych warunkach pogodowych. Łódź ta uwielbia burzliwą pogodę – dodają. Słysząc to, naprawdę nie wiem czy tego powinienem życzyć załodze...

Na pewno życzę im dopłyniecia do Hobart i niezapomnianych wrażeń po drodze. Musicie wiedzieć, że do tej pory tylko dwa razy w historii regat zdarzyło się, że na mecie zameldował się komplet uczestników (a było tak w roku 1952, 1973).
Poniżej krótkie podsumowanie dotychczasowych startów polaków w regatach S-H.

Klasyfikacja IRC uwzględnia korekty czasu uzyskanego przez każdy jacht w oparciu o maksymalną teoretyczną prędkość, jaką dana jednostka może rozwinąć. To z kolei zależy od jej długości, ożaglowania, masy i tym podobnych. 
Pamiętacie jak rok temu przy okazji RSHYR 2017 mówiłem Wam, że zaczynam bać się swoich marzeń? Nic się nie zmieniło. Bardziej bałbym się jednak o siebie, gdybym nie miał ich w ogóle...
 
Schodząc z łodzi przypomniał mi się taki oto fragment „Podróży z Charleyem” Johna Steinbeck’a
 (...) Jeden mały chłopiec lat około trzynastu przychodził co dzień. Stawał nieśmiało z boku i patrzał na Rosynanta; zaglądał przez drzwi, nawet kładł się na ziemi i badał tęgie resory. Był cichym, wszędobylskim małym chłopcem. Przychodził nawet w nocy, aby popatrzeć na Rosynanta. Po tygodniu nie mógł już dłużej wytrzymać. Słowa przebiły sobie drogę poprzez jego nieśmiałość. Powiedział:
- Jakby pan mnie za sobą zabrał, to wszystko bym robił. Gotowałbym, zmywał wszystkie naczynia i robił całą robotę, i opiekowałbym się panem.
Na nieszczęście dla mnie znałem jego marzenia.
- Chętnie bym cię wziął - powiedziałem - Ale komitet szkolny i twoi rodzice, i cała masa innych mówi, że nie mogę.
- Wszystko będę robił - odrzekł.
I myśle, że tak by było. Przypuszczam, że ani na chwilę nie dał za wygraną, dopóki nie odjechałem bez niego. Miał to marzenie, które ja miałem całe życie, i nie ma na to lekarstwa (...)
 


środa, 12 grudnia 2018

Active like Sydney lunch time

Pisałem jakiś czas temu o urokach poranków w Sydney. W ogóle wydaje mi się, ze oprócz Oceanu i bezchmurnego nieba, najbardziej będzie brakować mi właśnie sobotnich przedpołudni w mieście.
Dziś chcę krótko opowiedzieć o stylu życia biurowej części CBD i odłamkowo o braku przypadkowości w otaczajacym nas świecie.
Umowny tydzień pracy trwa tu 37.5 godziny. Umowny ponieważ wszytko wokół godzin pracy na całym świecie jest umowne. W rzeczywistosci zazwyczaj pracuje się tutaj około 9 godzin dziennie. Dzień pracy przedzielony jest przerwą obiadową, którą to społeczność sydnejskich biurowców zagospodarowuje w przeróżny sposób. Najczęściej jest to oczywiście czas poświecony na konsumpcję, bardzo często jednak (częściej niż gdziekolwiek indziej do tej pory widziałem) jest to czas poświęcony na aktywność sportową. Biurowce w większości wyposażone są w infrastrukturę ułatwiajacą aktywne spędzanie czasu. Nie chodzi tu tylko o stanowiska do parkowania rowerów czy siłownie w budynkach. Mam tu na myśli szatnie i całe węzły sanitarne dostosowane do obsługi biurowego życia związanego ze sportem. Oczywiście znam to z Warszawy, ale tutaj te szatnie rzeczywiście są bardzo ruchliwym miejscem a do tego zorganizowane są na sposób hotelowy. Szafka, prysznic, ręczniki  - wszystko jest dostepne od ręki i zazwyczaj nie musisz się martwić o zabieranie kąpielowych utensyliów z domu ani o ich suszenie pod biurkiem. Około południa znaczna część pracowników biurowych opuszcza biurko na około godzinę i idzie pobiegać (niektórzy z moich znajomych przebiegają w tym czasie około 10km). Inni wybierają w tym czasie siłownię, część udaje się do parku na jogę lub zajęcia fitnessowe. Ja sam cierpiąc na poważne niedostatki ruchu (ale niecierpiąc biegać długodystanssowo) przez dłuższy czas starałem się zagodpodarować jakoś aktywniej ten czas przeznaczony na posiłek. Do żadnej z tych grup jakoś jednak nie pasowałem. Abonament w siłowniach i zajęcia po godzinach nie wchodził w grę, jednorazowe wejścia jakoś mnie nie mobilizowały. I kiedy myślałem już, że część sprzętu sportowego przywiozłem do Sydney trochę na wyrost, okazało się, że los dosyć niespodziewanie postawił mnie w dosyć nieoczekiwanej dla mnie roli... trenera sportów walki. Tak, w czasie przerw obiadowych przez kilka miesięcy przygotowywałem do debiutu na ringu amatorskim jednego z kolegów z pracy. Koncepcja opuszczenia biura na około godzinę i udanie się do parku, na wzgórze obserwacyjne lub pod most by trochę poboksować spodobała mi się najbardziej. Wszystko zdarzyło się w czasie i miejscu, w którym myślałem, że okoliczności zmuszą mnie do odwieszenia rękawice na kołku. Nic z tych rzeczy. Swiat rzeczywiscie "układa się pod nas" jeśli tylko rzeczywiście czegoś bardzo chcemy (mam na to sporo dowodów).


Ring!    

niedziela, 9 grudnia 2018

Nurkowanie w Sydney

Od sierpnia 2017 do sierpnia 2018 udało mi się wykonać 19 nurków sprzętowych z czego 16 z nich miało miejsce w Sydney i najbliższych okolicach. Pozostałe trzy to Wielka Rafa Koralowa o której pisałem już tutaj. Obecnie ze względów osobistych zwolniłem nieco z działalnością podwodną i z tego powodu uznałem, że nie ma sensu dłużej czekać z tym postem. Na wstępie powiedzieć trzeba, że Sydney jest ogólnie miejscem bardzo przyjaznym do nurkowania. Wybór centrów nurkowych i miejsc do nurkowania wystarczy by zaspokoić większość potrzeb typowych nurków rekreacyjnych. Gdy do szerokiej oferty nurkowej dodać jej dostępność (jest to pierwsze miejsce, w którym na nurkowania jeździłem...komunikacją miejską) można powiedzieć, że nigdy wcześniej nie żyłem w miejscu bardziej przyjaznym nurkom.
Jeśli macie ochotę zanurkować w Sydney musicie jednak wiedzieć parę rzeczy. Kilka takich informacji zebrałem poniżej...

Po piersze z kim nurkować?

W mieście działa kila centrów nurkowych, poniżej przedstawiam krótki opis kilku największych:
  1. Dice Centre Manly - komfortowo położone blisko przystani Manly Wharf. To z nimi wykonałem swoje pierwsze nurkowania w mieście. Jest to dobrze wyposażone centrum z przyjazną, międzynarodową obsługą. Bookowanie nurkowań odbywa się on-line, ale już po pierwszej wizycie wszyscy zapamiętali Petera z Polski i zawsze przyjaźnie witają mnie od progu. Panuje tu przyjemna rodzinna atmosfera, centrum nurkowe w kilmacie fun-dive, ale niech Was nie zmylą pozory. Goście z singlami na plecach i w kolorowych piankach z automatami oddechowaymi, które w Polsce nie przystoją "prawdziwym" tech-nurkom robią tutaj po 400-600 nurkowań rocznie i na pewno znają się na swojej robocie. Z DCM można nurkować codziennie z brzegu, w weekendy z łodzi i okazjonalnie uczestniczyć w akcjach typu "Dive against Debris". Wesoła i solidna ekipa, polecam. https://www.divesydney.com.au/
  2. Dive Centre Bondi - początkowo mieszkałem blisko nich i byłem przekonany, że to z nimi zrobię swoje piersze sprzętowe nurki. Dodatkowo wielka wykładzina Santi i dobra oferta tej polskiej marki powoduje uśmiech na mojej twarzy już od samego progu. Centrum nurkowe położone w wygodnym miejscu przy głównej ulicy prowadzącej na plaże Bondi. Mały paring dla klientów na zapleczu ułatwia logistyką. Na przeciwko mój ulubiony sklep Kenemys i Eurpoejskie Deli. Sama ekipa wydaje się zorientowana nieco bardziej technicznie niż w DCM. Ostatecznie nie nurkowałem z DC Bondi, ale kilka razy wypożyczałem i kupowałem tam sprzęt rozkoszując się "czilowym" klimatem zaplecza centrum, które swoim grandżowym charakterem momentami przypomina mi klimat Dahabskich centrów nurkowych. Bardzo przyjazna ekipa plus aktualna oferta sprzętowa czyni DCB poważnym graczem na sydnejskim rynku.https://www.divebondi.com.au/index.php/en/
  3. Prodive - nie znam samego centrum, ale nurkowałem z ich łodzi z ekipą z Prodive. Rzeczywiście całość wyglądała najbardziej pro. Duża nurkowa łódź, zapas sprzętu, butla z automatem podwieszona pod łodzią. Wszystko zorganizowana zgodnie ze sztuką. Wydaje się, że działają w myśl zasady "nie gadam-nurkujemy". Forma nie jest tu najważniejsza, liczy się treść. Na nurkowania zaisuje się on-line, ale wszystko ma ludzki wymiar. Odprawa w porcie, załadunek na łódź, opis miejsc nurkowych i plan działania klarownie przedstawiony przed wejściem do wody. Wszystko zgodnie z zasadami starej szkoły... https://www.prodive.com.au/
  4. Frogdive Scuba Centres. Jest to centrum, z którego podobnie jak z Bondi tylko wypożyczałem sprzęt. Jest położone najbliżej mojego miejsca zamieszkania stąd w określonych sytuacjach najłatwiej mi z nimi dealować. Ekipa zna się na robocie, klimat samego centrum trudno mi ocenić. Mam wrażenie, że oferta sprzętowa (choć pełna) odzwierciedla klimat katalogów z początku wieku. Może dlatego, że nie oferują produktów żadnej z polskich marek, które podbiły rynek w ostatniej dekadzie ;-)
  5. Southern Corss Divers. Wykonywałem z nimi swoje dwa ostatnie nurki. To już ekipa zorientowana głównie na nurkowania techniczne. Bardzo wczesne wypłynięcia, inne niż standardowe miejsca nurkowe, na łodzi rządzą nurkowie w twinach i rebach, nurki 60m plus. Tu nie ma już gadania na około, jest plan i to raczej dla większości gruby. Centrum prowadzą starzy wyjadacze skupieni na robocie. SCD to inna ekipa od pozostałych, mimo że znam ich tylko z jednego "rec" wypłynięcia - polecam.
 Po drugie kiedy nurkować?

Cały rok. Temperatura wody waha się w granicach 17(zima) - 24(lato) stopnie C.
Ja polecam zdecydowanie porę zimową. Klar wody i wizura zdecydowanie najwyższa. Na łodzi raczej też nie panuje wtedy przesadny tłok (70-80% ludzi nurkuje tu w piankach, a woda o temp.17C uznawana jest tu za zimną).

W jakim sprzęcie nurkować?

W lato zdecydowanie pianka 5mm + żyletka da zmarźluchów (takich jak ja). Szczęśliwie zabrałem ze sobą cały sprzęt, także taki którego nie używałem całymi latami. Pianka mimo, że kupiona 10 lat temu (i pomimo uzasadnionych obaw co do tego czy nadal na mnie pasuje) okazła się zbawieniem. Nurkowanie w sucharze latem jest po prostu nieuzasadnine i męczące. W okresie zimowym polecam suchara z lekkim ocieplaczem typu Santi Flex190. Suche rękawice są niepotrzebne. Co do nurkowań rekreacyjnych nikt nie nurkuje tu w twinach. Króluje pojedyńcza butla z pojedyńczym pierwszy stopniem i dwoma drugimi stopniami w klasycznej rekreacyjnej konfiguracji. Nie używa się tu zaworów z podwójnym gniazdem zaworowym na dwa pierwsze stopnie.
Uwaga: W Australii dominują butle pod autoamty w standardzie yoke, ale w przeciwieństwie do USA tutejsze centra nurkowe rozumieją, że istnieje także standard DIN. W razie potrzeby są w stanie sprawnie dostarczyć porządaną konfigurację bez względu na standard.

Gdzie nurkować?

Opcje są dwie: Z brzegu lub z łodzi. Bez względu na centrum nurkowe koszty są takie same. Jeśli dysponujesz własnym sprzętem i potrzebujesz tylko butli i ołowiu (tanks and weights) to za dwa nurkowania z brzegu zapłacisz 50AUD (koszt dwóch butli i ołowiu) a za nurkowanie z łodzi 170AUD (dostajesz dwie butle i ołów plus skromny posiłem na łodzi i oczywiście samo wypłynięcie w dwa miejsca nurkowe).

Oto opis kilku miejsc, które sam poznałem:

  1. Dee Why Wide. Pierwsze miejsce nurkowe, które poznałem. Dosyć typowe dla tej okolicy. Piaszczyste dno i wielkie formacje skalne na dnie. Głębokość do 35 metrów i to jest chyba największa zaleta tego miejsca. W zwiazku z tym, że w Sydney nie ma zbyt wielu miejsc nurkowych gdzie można nurkować na taką głębokość, miejsce to jest popularne wśród nurków którzy raczej szukają głębokości. Za drugim razem nurkowałem tu właśnie po to, żeby po serii płytkich nurków w końcu nieco przegłębić.
  2. Blue Fish Point. W sumie nurkowałem tu dwa razy. Raz eksploracja odbywała się w kierunku wschodnim, raz w kierunku północnym. To miejsce za pierwszym razem wydawało mi się bardzo fajne (tu pierwszy raz nurkowałem z rekinami) a za drugim tylko potwierdziło swoją dobrą opinię. Duże formacje skalne plus duże szanse na spotkanie rekinów i bogactwo życia podwodnego czynią to miejsce jednym z moich ulubionych do nurkowania. Głębokści raczej do 20metrów. 
  3. Fairly Bower. Nurkowanie z brzegu (w moim przypadku latem). Logistyka musi się odbyć na parkingu przy Shelly Beach (dolicz 18aud na parking) stąd wymagane jest całkiem długie dojście promenadą na miejsce nurkowe. Miejsce bardzo fajne...ale raczej na nurki free. Płycizna straszna (do 9m), ale za to bogactwo podwodnego życia, kolorowe ławice ryb i spore formacje skalne czynią to miejsce jednym z ciekawszych w Sydney dla ludzi lubiących podwodną turystykę z aparatem. Tak jak mówiłem, ja w tym miejscu widzę raczej potencjał na free. Sam z braku poważnych wyzwań pod wodą przećwiczyłem tutaj rózne konfiguracje sytuacji awaryjnych aż w końcu po dziesięciu latach w tym właśnie miejscu awarii uległ zawór inflatora w BCD. Awarię uznałbym za raczej poważną na sporej głębokości, tutaj przeszedłem na tryb manulany dodawania powietrza (przez usta) i kiedy partnurzy pytali się mnie przed drugim nurkiem czy jadę do domu czy poczekam na nich na brzegu odpowiedziałem - nurkuję z wami... Byli zdziwieni, ale przecież umiejętność radzenia sobie z awariami to część tej pracy. 
  4. Shelly Beach. Klasyk, o którym pisałem już tutaj. Można tu spotkać: freediverów, pływaków, cuttlefish, grey nurse sharks, żółwie wiele, wiele innych ciekawych stworzeń podwodnych. Bezsprzecznie największe bogactwo życia podwodnego w całej okolicy. Dodatkowy plus to osłonięcią od fali i w miarę spokojna woda. Odbyłem tu kilka krótkich sesji free. Polecam
  5. Manly Aquarium. To w zasadzie nie jest miejsce nurkowe a plaża z mooringiem. Odbyłem tu dwa nurkowania ze wzgledu na akcję, którą popieram "Dive against Debris". Nie ma tu wielkiej filozofii. Nurkowania te wykorzystywałem do sprzątania podwodnego świata z odpadów, do ćwiczenia techniki i sprawdzania różnych konfiguracji sprzętowych. Głbokość 5m nie nadaje się do niczego więcej :-) Uważać trzeba na ruch łodzi motorowych nad głowami.
  6. The Old Man's Hat i North Head. To w zasadzie jedno wielkie miejsce nurkowe pod ścianą North Head, która na długości około 100metrów nie tak dawno uległa osunięciu (to nie byłoby miłe podczas nurkowania). Nie ma tu nic nadzwyczajnego. Duże formacje skalne, piaszczyste dno i duże ruchy wody. Do atrakcji tego miejsca zaliczyć należy nietypowy widok na centrum Sydney zaraz po wynurzeniu. Głębokośc do 25m.
  7. Gordons Bay. Nurkowanie z brzegu. W moim przypadku dwa nurkowania z ostrą infekcją górnych dróg oddechowych (głupota, która zdarza mi się nie pierwszy raz). Miejsce wymagające sporych umiejętnosci, siły fizycznej i sprawności przy wejściu i wyjściu do wody w czasie dużej fali z południa. Ogólnie klasyka Sydneyskiego gatunku. Kamienie, głazy i piach. Miejsce wydaj mi się ciekawsze z poziomu plaży. Głębokość do 15m. Na Gordons z powodu za mocno dokręconego automatu 1szego stopnia drugi nurek długo pozostawał pod znakiem zapytania. Pomógł bezinteresownie ktoś z ekipy Prodive - Thx Mate i znów wchodzimy pod wodę.
  8.  Magic Point. Jedno z najczęściej polecanych miejsc. Daleko od wszystkich centrów nurkowych wymaga dlugiego płynięcia łodzią. Znane głównie z dużego prawdopodobieństwa spotkania rekinów. Mi kojarzy się z pierwszą awarią sprzętową jeszcze na powierzchni (zerwany pas piersiowy w BCD) i słabym wyważeniem. Od dwudziestej minuty spore problemy z pływalnością. Na szczęście w drodze powrotnej odnajduję kotwicę i odłączam się od grupy (informując o tym wcześniej ekipę). Po linie wychodzę na powierzchnię wykonując safety stop ze sporą tendencją do wynurzenia. W czasie safety stopu majestatycznie przepływa pode mną rekin (prawdopodobnie wobbegong shark), który według mojej oceny był osobnikiem co najmniej mojej wielkości wliczajac płetwy. Ciekawe przeżycie. Głębokość do 23m.
  9. Kurnell. To już cała turystyka nurkowa. Trzeba wykupić parking na terenie parku i doliczyć prawie godzinny dojazd z miasta. Nurkuje się tu w wodach zatoki Botany Bay, tej którą w pierwszym kontakcie z miastem obserwują przylatujący do Sydney turyście w podchodzących do lądowania samolotach. Miejsce jest typowe dla tego co można zobaczyć w okolicach Sydney, ale ze wzgledu na charkaterystyczną lokalizację ma jedną ciekawą cechę - silne pływy. Pierwsze nurkowanie odbywaliśmy z brzegu niemal w stojacej wodzie (i przynam, że całe to nurkowanie trąciło nudą), ale sytuacja odmieniła się koło godziny 10am. Odpływ powodował tak silne ruchy mas wody, że porusznie się o samych płetwach było niezwykle męczące. Ja znalazłem na ten stan rzeczy swój sposób, płynięcie przy dnie i raczej wspinanie się w poziomie jak po skałkach niż pływanie z płetwy. Po drugim nurkowaniu chyba tylko ja mam uśmiech na twarzy. To uświadami mi, że w nurkowaniu już dawno nie chodzi mi o kolorowe rybki... Tutaj pierwszy raz spotkałem SeeWeed Dragon. Poza tym naprawdę podoba mi się ten drugi nurek. Głębokość do 15m.  



Addendum. Jednym z najczęsciej wymienianych miejsc do nurkowania w Sydney jest miejscówka zwana Apartments, ale jest z tym miejscem trochę jak z Yeti. Nikt tam chyba jeszcze nie nurkował z moich znajomych. Po pierwsze dlatego, że jest położona najdalej na północ i skipperom się to trochę nie kakluluje. Po drugie cumowanie tam wymaga wyjątkowo spokojnej wody a z tą jest róznie. Ja osobiście już dwa razy byłem na łodzi, która właśnie tam płynęła, ale dwa razy  już w dordze lub tuż przed wypłynięciem zmienialiśmy plan. Nie składam jednak broni. Jeśli uda mi się jeszcze poznać jakieś nowe podwodne miejsca -  dodam je w osobnym poście.

 Pierwsze nurkowanie w Sydney. Oczekiwanie na łódź. Santi on board already.
 Mimo posiadania własnego sprzętu przez cały czas szukałem właściwej konfiguracji...
Krajobraz raczej typowy... Nie spodziewajczie się tutaj Egiptu.
 
Ja polecam raczej nurkowania z łodzi...
 

Porada: Nurkowanie w Oceanie, rządzi się swoimi prawami. Falowanie, prądy, pływy, stworzenia większe od nurków i ruch na powierzchni tworzą okoliczności nie zawsze znane nurkom z Polski. Po kilkudziesięciu nurkach w takich miejscach muszę powiedzieć:
- Nigdy nie wypływajcie w morze bez SMB (Surface Marker Buoy-bojka deko). Raz, że musicie mieć możliwość przeprowadzenia deko w toni (w czasie pływów), dwa często musicie zaznaczyć swoją pozycję.
- Starajcie się mieć ze sobą gwizdek sztormowy (gdybyście wypłynęłi za daleko od łodzi lub stracili z nią kontakt)
- Stroboskopy są mile widzianym wyposażeniem dodatkowym (gdybyście zostali na wodzie na noc)
- W nurkowaniu z przypadkowymi ludźmi plan (jeśli w ogóle jest) działa tylko na powierzchni. Pod wodą musisz liczyć głównie na siebie.
- Przed wejściem do wody zawsze uzupełniajcie płyny (ten czynnik ma wpływ na waszą kondycję pod wodą)
- Sprawdzajcie swój sprzęt przed każdym nurkowaniem. Słona woda niszczy sprzęt dużo szybciej niż słodka. Awaria zdarzy się najprawdopodobniej na chwilę przed wejściem do wody lub zaraz po.
- Trenujcie i dbajcie o kondycję fizyczną. Na Magic Point przypomniałem sobie doskonale słowa legendarnego Shecka Exleya.
„Jeśli zdarzy się wypadek na drodze, jedni wolą być w Volvo. Jest twarde, bezpieczne i z dużym prawdopodobieństwem, że nic ci się nie stanie. Ale inni wolą być w małym, sprawnym BMW. Bo najlepszą metodą przeżycia wypadku jest niedopuszczenie do niego. Sprawność i moc BMW, duży silnik i mocne hamulce pozwalają na wykonanie manewrów, o których ciężkie pancerne Volvo może tylko pomarzyć.”

Zgadzam się z tym w stu procentach (nie tylko dlatego, że prywatnie jestem entuzjastą bawarskiej marki). Tutejsze doświadzczenie pod wodą miały wpływ na moje życie na lądzie. Jako element treningu polecam: dietę, ćwiczenia kardio i ćwiczenia na basenie. Miałem szczęście w Sydney załapać się na krótki okres regularności, w którym chodziłem na basen pływając DNFy i dynamikę w monopłetwie (co kiedyś było rutyną). Jest to obok diety i ogólnie zdorwego stylu bycia ważny element każdego następnego nurka.
 
Do zobaczenia pod wodą.

środa, 5 grudnia 2018

Taronga Zoo - jedna z wielu twarzy Sydney

Ostatnio coraz częsciej dochodzę do wniosku, że Sydney to miasto o przynajmniej kilkudziesięciu obliczach. Jedym z nich jest Taronga Zoo, które samo w sobie ma kilka twarzy. Czas powiedzieć coś więcej o tym miejscu nieśmiało anonsowanym w jednym z wcześniejszych postów. Muszę na wstępie powiedzieć, że nie jestem znawcą ani wielkim entuzjastą parków zoologicznych, ale Taronga Zoo jest chyba jedynym tego typu obiektem, który naprawdę lubię. Kojarzy mi się póki co wyłącznie dobrze. Może dlatego, że jest urządzone w sposób bardzo kompaktowy? A może dlatego, że mimo kompaktowego rozmiaru jest w sumie bardzo róznorodny? Może dlatego, że jest pięknie położone na brzegu zatoki ze świetnym widokiem na miasto? A może po prostu dlatego, że zawsze dobrze spędzamy tam czas? Jak zwykle pewnie chodzi o mix wszystkiego. Jeśli macie jakieś wątpliwośći czy odwiedzić Taronga Zoo to ze swojej strony zdeycdowanie polecam. Jeśli jesteście turystami, przypłyńcie tu promem z Circuar Quey. Sama podróż jest już wystarczającą atrakcją. Potem wjedźcie gondolą na górny poziom kaskadowo urządzonego ogrodu i jedną z wybranych tras schodźcie w dół do miejsca, z którego tutaj przybyliście. Jeśli planujecie tu wrócić - koniecznie wykupcie bilet roczny - warto :-)


 
 Taronga Zoo - Wejście główne (górne)

 Lepiej jednak do Zoo przypłynąć z Circular Quey
 Można przy okazji wycieczki do zoo podziwiać panoramę miasta z niecodziennej (ok, dla niektórych codziennej) perspektywy
 To nie jest częsty widok. Wycieczkowiec na mooringu
 Kameralna plaża przy dolnym wejściu do Zoo - klasyk
Taronga Zoo - Ferry station

 Jeśli przypłynąłeś promem, skorzystaj z kolejki by wjechać na górę... Schodzenie w dół to łatwiejszy kierunek zwiedzania.
Jeśli wchodzisz głównym wejściem, wskocz do gondoli na tak zwanego round tripa. Nic nie kosztuje a jest frajda.
Gondola przejeżdża nad słoniarnią
Gady znajdują się z kolei przy górnej stacji kolejki
Nieco niżej jest wybieg dla żyraf. Ujęcie tzw. instagramowe (kazdy cyka ten patent z miastem w tle).
 


 Sekcja wodna znajduje się na samym dole zoo. Dla wytrwałych.
Zoo organizuje też tzw. imprezy okolicznosciowe. Jedną z ciekawszych jest moim zdaniem Vivid.
W tym roku mieliśmy okazję odwiedzić i bardzo polecam. Noc, lampiony w formie zwierząt i ogólnie klimat miejsca tworzą niesamowitą aurę. Las deszczowy podczas vividu zrobił na mnie naprawdę niezapomniane wrażenie.
 
 Ostatnio Zoo zaprasza na imprezę związaną z Dinozaurami. Oczywiście, że dzieciaki to lubią.
 
Ja bardzo też lubię Taronga Zoo za niecodzienne widoki na miasto

Jedynym mankamentem dla jednorazowych gości mogą być ceny...
Nie da się ukryć, że władze parku preferują raczej bilety długookresowe.