środa, 14 listopada 2018

West Head i Ku-ring-Gai Chase Ntional Park

Niezłym pomysłem (a może nawet lepszym niż ten) na krótki motocyklowy (ale nie tylko) wypad jest też wycieczka do West Head Lookout, który znajduje się w Parku Narodowym Ku-ring-Gai Chase. Sama trasa wije się malowniczo po lesie, oferuje ciekawy profil, cień :-), niezłe widoki jak również spektakularne widoki w momentach, w których droga zbliża się do wody. 

Sam West Head mimo, że jest niezbyt znaną lokalną atrakcją osobiście uznaję za jedną z ciekawszych wypadowni w bezpośrednim sąsiedztwie Sydney. W samym Parku Narodowym, który znajduje się zaledwie około 25 kilometrów na północ od miasta można po prostu spędzić miło dzień. Jest tu wystarczająco wiele atrakcji dla osób lubiących piesze wycieczki, wędkarzy, kajakarzy, sterników wodnych, motocyklistów, rowerzystów, plażowiczów a także rodzin z dziećmi szukających atrakcyjnie ulokowanych terenów pikinikowych. Miejsce biorąc pod uwagę bliskość metropolii jest po prostu odrealnione. Wąwozy wypełnione eukaliptusowym gąszczem, strumyki porośnięte paprociami, wodospady, kameralne nadmorskie plaże i śpiew egzotycznych ptaków niecałą godzinę drogi od centrum miasta? Momentami można uwierzyć, że jest się w środku podzwrotnikowego buszu a nie na nieco bardziej odległych przedmieściach wielkiej metropolii.


Atrakcje zdecydowanie warte zatrzymania się to moim zdaniem:

  • Illawong Point (świetna widokówka i teren piknikowy),
  • Akuna Bay (klimatyczna przystań jachtowa),
  • Wodospad Upper Gledhill Fall (nie byłem, ale po zdjęciach w sieci wnioskuję że warto)
  • West Head Lookout (spektakularny widok na Palm Beach i zatokę + kilka kameralnych plaż w dole np. West Head Beach, Resolute Beach),
  • Mc Carrs Creek Reserve (fajna piknikownia w ciekawych okolicznościach przyrody).

W związku z tym, że West Head znajduje się na terenie parku Narodowego, należy liczyć się z opłatami za wjazd na teren Parku. Stawki wg aktulanej taryfy.  

West Head lookout 
 Broken Bay
 Ten wąski cypelek to Palm Beach
 Lion Island
 Po lewej wody zatoki Broken Bay,bliżej centrum kadru Barrenjoey Head, po prawej wody zatodki Pittwater
Barrenjoey Head z latarnią na szczycie 

 Barrenjoey Head Lighthouse z bliska
 Najbardziej wytarty punkt w osi kadru to właśnie West head. Barrenjoey head to ten "kilof"po drugiej stronie zatoki.
 

 Illawong Point - Pani w budce poboru opłat za wjazd do parku ma właśnie taki widok z okienka.
 Akuna Bay - marina 
 życie lekkie jak sen...
 
Przykładowa trasa przez Ku-ring-Gai park z zaznaczonymi atrakcjami.
 
  Ku-ring-Gai Chase to kraina tysiąca łodzi... Myślicie, że przesadzam? No to policzcie sami?
 Na tym zdjęciu naliczyłem około 191 łodzi...
A ten kawałek zaznaczony jest na tym zdjeciu czerwonym obszarem. Cała linia brzegowa to wielki mooring. Kliknijcie i zobaczcie sami.

sobota, 10 listopada 2018

Harbour Bridge by night

Co tu dużo pisać? Obok Goldasa jest to jeden z klasycznych mostów z mojego Top 5.
Wierzyłem, że go zobaczę (nigdy nie mów nigdy), ale nie przypuszczałem, że stanie się moją codzienną drogą do i z pracy :-) 
Na liście zostały jeszcze dwa mosty... i bardzo się z tego cieszę.

 
 
 
 

wtorek, 6 listopada 2018

Melbourne Cup – The race that stops a nation.

Jeszcze rok temu myślałem, że cała Australia żyje takimi wydarzeniami sportowymi jak: turniej tenisowy Australian Open, weekend wyścigowy F1 w Albert Park czy regaty Sydney-Hobarth. Nic z tych rzeczy. Wszystkie te imprezy mają co prawda swoje ważne miejsce w kalendarzu tutejszych imprez, ale to właśnie Melbourne Cup co roku wstrzymuje oddech całego kraju na kilka minut. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem ponieważ nigdy wcześniej nie słyszałem o Melbourne Cup. 
 Melbourne Cup i tor wyścigowy Flemington.
Melbourne Cup czyli Wyścig o Puchar Melbourne jest największym w całej Australii wyścigiem konnym odbywającym się każego roku w pierwszy wtorek listopada (czyli dziś). Jak wspominałem wyścig jest bardzo popularnym wydarzeniem w całej Australii. Gromadzi on na stadionie około 100 tysięcy widzów, a życie w całej Australii dosłownie zamiera na chwilę podczas samego 3 minutowego biegu. W stanie Wiktoria (w którym odbywa się wyścig) dzień ten jest świętem publicznym i co za tym idzie dniem wolnym od pracy. W stanie NSW, firmy co prawda funkcjonują normalnie, ale na czas głównego wyścigu przerywają pracę. Samemu wyścigowi towarzyszą przeróżne rytuały. Tego dnia na torze (ale także i w zakładach pracy) w dobrym tonie są: kapelusze, fraki, wytworne toalety. By zachęcić ludzi do uczestniczenia we wspólnej zabawie w firmach organizowane są towarzyszące wyścigowi konkursy na przykład na najbardziej wytworny ubiór, przyjmowane są także zakłady, serwuje się musujące alkohole. Wyścig to także doskonała okazja by spotkać się w pubie. Dziś prawie wszystkie bary bez wyjątku prześcigają się w specjalnie na tą okazję przygotowanej ofercie.
   W firmach na pół godziny zamiera ruch
 
 wyścigowi towarzyszy cały rytuał i obrządek
 Tego dnia puby liczą na extra zysk


 Trochę historii:

Melbourne Cup rozgrywany jest od listopada 1861 roku na torze wyścigowym we Flemington (Melbourne). Jest on uznawany za najbardziej prestiżowy wyścig na dystansie 2 mil na świecie, aczkolwiek po przyjęciu przez Australię systemu metrycznego w 1972 roku dystans został zmniejszony z 2 mil (3218 metrów) do 3200 metrów. W wyścigu biorą udział konie co najmniej 3 letnie.
Trochę faktów:
  •  Rekord wyścigu to czas 3min 16sek 30 setnych należący do ogiera Kingston Rule. Rekord ustanowiono w 1990 roku.
  •  Największa przewaga na mecie – osiem długości w latach1862 (zwycięstwo Archer) i 1968 (zwycięstwo Rain Lover).
  •  Najwięcej koni w stawce – 39 (1890)
  •  Najmniej koni w stawce – 7 (1863)
  •  Najstarszy zwycięzca – 8 letnie konie Toroboy (1865) i Catalogue (1938)
  •  Jak chwilę po biegu poinformował organizator, koń o nazwie Cliffsofmoher odniósł w czasie tegorocznego wyścigu kontuzję na skutek, której po objęciu opieką przez będących na miejscu weterynarzy został poddany humanitarnej eutanazji. Cóż dobitniej świadczy o brytyjskim rodowodzie Australii i całego tego wyścigu? Któż tak pięknie i tak między słowami potrafiłby pisać o dobijaniu koni?  (To ponoć szósta ofiara Melbourne Cup od roku 2013).

 Pozdrawiamy

czwartek, 1 listopada 2018

Sculpture by the Sea 2018. Nie wszystek sztuka co się zowie...

W mieście, w okolicy plaży Bondi, od 18. października ma miejsce dwudziesta druga edycja wystawy o nazwie "Sculpture by The Sea". W założeniu ma być to największa* na świecie darmowa** wystawa rzeźby otwarta dla szerokiej publiczności. Wystawa będzie trwać jeszcze do 4. listopada i biorąc pod uwagę jaką popularnością cieszy się w dni powszednie, zachęcam do wybrania się tam czym prędzej. W weekend zamknięcia może być tam po prostu hard core. Ok, ale może ktoś zapytać, czy w ogóle warto poświęcić swój czas by zobaczyć Sculpture by The Sea? Z moich obserwacji wynika, że jest przynajmniej kilka powodów by się na nią wybrać. Po pierwsze, jest to dobra okazja by poprzebywać na świeżym powietrzu (pogoda ostatnio rzeczywiście sprzyja). Po drugie, w miejscu w którym odbywa się wystawa, natura serwuje widoki jakie trudno jest przebić jakiemukolwiek współczesnemu artyście. Po trzecie, warto wziąć udział w tym wydarzeniu także po to, by zrozumieć, że w sztuce (organizatorzy roszczą sobie prawo do nazywania wystawy wydarzeniem artystycznym), tak jak i w innych dziedzinach ludzkiej działalności jest także miejsce dla zwykłych chałturników i hochsztaplerów (w sumie dlaczego ze sztuką miałoby być ianczej?). Powodów każdy może sobie znaleźć pewnie jescze kilka, jednak dalej już nie wnikam.
Przyznaję, nie jestem znawcą materii, ale swoją ograniczoną percepcją obserwuję rynek "dzieł sztuki" i kiedykolwiek mam wątpliwość co do artystycznej wartości dzieła, kieruje się zasadą, którą kiedyś sprzedał mi ktoś komu w tej dziedzinie "nie jestem godzień rozwiązać rzemyka...".
Prawdziwą sztukę czuje się podoskurnie, reszta to marketing i kolesiostwo. Pozostając w klimacie biblijnych przypowieści dodam od siebie... Amen. 

Zdjęcia poniżej przedstawiają prace, które moim zdaniem prezentują się najciekawiej lub z różnych powodów były przedmiotem adoracji mojego starszego syna.

*) Wydaje mi się, że uczestniczyłem w większych imprezach tego typu, ale nie neguję. Marketingowo brzmi dobrze i w sumie jak to udownodnić?
**) Mam wątpliwości czy to jest dobry pomysł w miejscu tak popularnym turystycznie. Klyjentel tak różna i przypadkowa, że trudno to ogarnąć... Ludzie zdezorientowani i zaskoczeni tym na co właśnie patrzą oddają się zbiorowej ekstazie (bo to chyba przecież wypada). Z moich ostatnich obserwacji wynika, że na takich zbiorowych emocjach lubią żerować różnej maści (także polityczni) cwanicy. Jest jednak frekwencja, jest promocja miasta, jest pompa! Nie ma się zatem co martwić o fundusze na następny rok :-)


 Plakat promujący wydarzenie













 









Nawet w tygodniu jest to popularne miejsce... Weekend musi przerażać...





  Zwycięska praca tegorocznej edycji Sculpture by the Sea. Praca o nazwie M-fortysix, jej autor zgarnął okrągłe 70 tysięcy australijskich dolarów.



Sculpture by The Sea. Widok z Bondi Beach.