sobota, 28 lipca 2018

Field of Light - Uluru


Fakty:

  • Nazwa: Field of Light, wytłumaczenie poniżej.
  • Obiekt:  wielkoskalowa instalacja artystyczna wykonana na polach w okolicy miasteczka Yulara oparta na grze barw i natężenia światła. Instalacja składa się z kilometrów światłowodów i tysięcy źródeł światła, które powoli zmieniają kolor, tworząc migoczące pole światła. Stąd nazwa. Instalacja została stworzona przez brytyjskiego artystę Bruce'a Munro.
  • Lokalizacja: około 2 km na południe od miasteczka Yulara (w kierunku Uluru)

 Field of Light - Uluru. Zdjęcie z oficjalnej strony miejsca.
W praktyce ciężko doświadczyć takiego widoku (vide Galeria moich zdjęć).

 Instalacja składa się ze świecących światłowodów rozłożonych na ziemi spinających łodygi zakończone świetlnymi bańkami.
Geneza:

Field of Light jako koncepcja powstała w 1992 roku, kiedy Munro odbył pożegnalną podróż przez centralną Australię wraz ze swoją narzeczoną (obecnie żoną), na krótko przed powrotem do Anglii.  To właśnie na kempingu przy Uluru, jak wspomina Munro, poczuł niesamowitą energię a idee zdawały się promieniować wraz z ciepłem od czerwonej pustyni. "W powietrzu był taki ładunek, który dał mi bardzo bezpośrednie uczucie, którego nie do końca rozumiałem" – wspomina artysta. „To był moment, w którym poczułem jedność ze światem.... Zapisałem pomysł tworzenia rzeźb wpisanych w krajobraz. Rzeźb nieproporcjonalnej wielkości i nietypowej lokalizacji doświadczanych przez przemijających gości. Widziałem w mojej głowie pejzaż z oświetlonymi łodygami, które jak uśpione nasiona na suchej pustyni pod płonącym kocem południowych gwiazd spokojnie czekają aż zapadnie zmrok,  aby rozkwitnąć łagodnymi rytmami światła.” Instalacja Field of Light była jedną z idei, która wylądowała w szkicowniku artysty i nie chciała odejść od jego umysłu aż do momentu, w którym w końcu została zrealizowana. Po raz pierwszy Field of Light pokazano światu jako wystawę w londyńskim Victoria and Albert Museum w roku 2004. Potem koncepcja ta została powtórzona jeszcze w wielu miejscach na świecie, aby w 2015 roku powrócić do miejsca, w którym się zrodziła. Tutaj (mimo swojego tymczasowego charakteru) trwa do dzisiaj.

Ciekawostki:
  • Projekt instalacji powstał w Londynie i pochłonął 2000 godzin z życia artysty
  • Prace związane z wbudowaniem instalacji na miejscu trwały dodatkowe 3900 godzin
  • Instalacja elementów Field of Light trwała 5 tygodni i została wykonana rękoma w sumie 25 ludzi (w tym 15 wolontariuszy)
  • Otwarcie instalacji: 1 kwietnia 2016 rok
  • Instalacja składa się z 300 tysięcy indywidualnych komponentów.
  • Około 380 kilometrów przewodu światłowodowego zostało wykorzystane do obsługi instalacji (to dystans mniej więcej z Los Angeles do Las Vegas lub z Warszawy do Rumii)
  • Jest to pierwsza z instalacji Bruce’a Munro zasilana w pełni energią słoneczną. Użyto w tym celu 36 paneli słonecznych.
  • 19000km to dystans jaki oddziela Field of Light Uluru od londyńskiego biura Bruce’a Munro.
  • Cała  instalacja waży 15 ton i została przetransportowana z UK do miejsca wbudowania w sumie 32 lotami krajowymi i międzynarodowymi
  • Quantas jako oficjalny sponsor Field of Light jest głównym ośrodkiem promocji tego miejsca i brał udział w transporcie całej instalacji.
  • Atrakcja w założeniu przewidziana została jako tymczasowa. Trwać miała do 31 Marca 2018. W związku z popularnością wśród turystów, zdecydowano się przedłużyć ekspozycję do grudnia 2020.
  • Sprawa jest prosta, w pierwszym okresie  miejsca to odwiedziło dobrze ponad 200 tysięcy turystów.
  • Bilet jednorazowy to wydatek rzędu AUD 42. Policzcie czy zrezygnowalibyście z takiego biznesu?


Kontrowersja:

Dla mnie jest jedna. Ulotka i pracownicy na miejscu posługują się dobrze mi znanym językiem propagandy rodem z londyńskich korporacji. Na początku usłyszeć można o wzniosłych celach, pięknie i szacunku do miejsca a także trosce o środowisko. Podkreśla się przy tym fakt, że wszystkie elementy tej instalacji są w pełni gotowe do powtórnego użycia i będą w całości poddane recyklingowi. Całość energii natomiast pochodzi z odnawialnych źródeł (wspomnianych paneli). Oczywiście brzmi to dobrze, ale żeby nie psuć atmosfery nikt nie zadaje pytań: A co z emisją CO2, którą pochłonął kosztowny transport? Co z nakładami poświęconymi do wyprodukowania 15 ton ( w gruncie rzeczy niepotrzebnego) plastiku? I co w końcu z paliwem, które spalają autokary dowożące te rzesze turystów?

Oczywiście czuję, że ludzie też to rozumieją. Tego dnia opcje powrotu do Yulary są dwie. Autobus za 25 i 50 minut… Widzę, że po 15 minutach ludzie w większości zaczynają odwrót…

Dla kolekcjonerów wspomnień jest jeszcze jedna atrakcja związana z tym miejscem. Obok pola jest mała restauracja, w której uprzednio używając karty kredytowej można zapisać się na kolację pod gwiazdami. Dodaj do tego lokalne wino i masz kolejnego biznesowego pewniaka. Anglosasi po prostu uwielbiają takie okazje, ja tym razem podziękuję. 

Galeria Foto:
 Field of Light Uluru. Galeria Foto.
 
Epilog:

Ciężar gatunkowy ciekawostek przywołanych wyżej powinien pozwolić Wam wyrobić sobie własną opinię na temat tej atrakcji. Dla mnie jej jedyny mocny atut jest taki, że będąc tu po środku kontynentu i to po godzinach otwarcia parku, trudno tego miejsc po prostu nie odwiedzić… Jest to jedyna poza (drogim) alkoholem lokalna atrakcja nie związana z naturalnym bogactwem tego terenu. Quantas już w drodze na kontynent kolorowymi zdjęciami i gładkim biuletynowym tekścikiem sprawnie Cię o tym uświadomi… A byznes się kręci.

Pozdrawiam,
PB

środa, 25 lipca 2018

Kata Tjuta - atrakcyjna geologicznie siostra w cieniu swojego mitycznego brata


Kontekst osobisty:

Iść, ciągle iść w stronę Słońca… 

Na horyzoncie Kata Tjuta - widok z lotu ptaka.

W centrum kadru zarys miejscowości Yulara - miejscowości zbudowanej specjalnie na potrzeby obsługi lokalnego ruchu turystycznego.
Ciekawostka:

Przeczytałem gdzieś, że formacja Kata Tjuta przypomina z oddali leżącą kobietą. Pomyślałem sobie w pierwszym momencie, że to kolejny z tanich bajerów dla turystów. Jednak jak patrzę na zdjęcie, które zrobiłem z samolotu - przyznaje rację.

Fakty:

  • Nazwa: Kata Tjuta (znane także jako Olga, ang. The Olgas). Aborygeńska nazwa Kata Tjuta oznacza dosłownie „wiele głów”. Europejska nazwa Olga została nadana temu miejscu przez brytyjskiego podróżnika Ernesta Gilesa na cześć królowej Wirtembergii Olgi Nikołajewny Romanowej w październiku 1872 roku.
  • Obiekt: grupa 36*) monolitów znajdujących się w Australii na terenie Parku Narodowego Uluru - Kata Tjuta National Park. *) Przyznaję szczerze, że nawet na zdjęciach satelitarnych nie jestem w stanie zweryfikować tej liczby. Internet podaje różne, ja zaufałem geologom.
  • Skojarzenia: Obiekt w powszechnej świadomości i pop kulturze nie jest szerzej znany.  
    
Trochę jak w tytule posta. Kata Tjuta jest drugim planem dla Uluru, ale chyba niesłusznie...

  • Lokalizacja: Terytorium Północnego około 30 kilometrów w linii prostej na wschód od Uluru.
  • Wiek formacji: około 600mln lat (na podstawie ostatnich datowań metodą rubidowo-strontową RB/St)
  • Wysokość mierzona od poziomu terenu: najwyższa z kopuł formacji wznosi się na wysokość około 546 m nad poziom pustyni (1066 m nad poziom pustyni). Uwaga: Polska Wikipedia jest w tym punkcie niespójna z oficjalnymi danymi dostępnymi na stronie Parku.
  • Powierzchnia formacji: ca. 21.68 km2
  • Kolor: Jaskrawo pomarańczowo-czerwony odcień, z którego znane są obydwie formacje (Uluru i Kata Tjuta) wynika z patyny powstałej na wierzchniej warstwie skały pokrytej tlenkiem żelaza.
  • Oddanie prawa własności Uluru przez rząd Australii miejscowym aborygenom, plemieniu Anangu – 1985rok. Plemie oddało następnie teren rządowi w 99-letnią dzierżawę (jako część jednego parku, prawa przekazano razem z Uluru)
  • Wpisanie na listę światowego dziedzictwa Unesco: 1987rok (razem z Uluru)
  • Koszt biletu wstępu na teren parku: W ramach biletu do Uluru – Kata Tjuta National Park. Koszty w poprzednim poście.
Kontekst religijny:

Według wierzeń miejscowych plemion Kata Tjuta, tak samo jak Uluru jest miejscem świętym, w którym często odprawiane były rozmaite ceremonie. Między innymi było to miejsce publicznych sądów i często publicznego wykonania wymierzonych kar. Według jednej z legend na szycie kopuł Kata Tjuta żyje wielki Wąż - król Wanambi, o którym mówi się, że schodzi z góry w czasie pory suchej. Ale po co schodzi? No właśnie. Schodzi po to, aby ukarać tych, którzy popełnili na dole złe uczynki. W pradawnych przekazach pojawiają się wierzenia, że oddech Wanambi jest w stanie zamienić podmuch wiatru w huragan. 

Kontrowersje (?):
 
Brak. W internecie można przeczytać, że większość mitologii otaczającej to miejsce nie jest ujawniana osobom postronnym, a w szczególności kobietom. Zgodnie ze zwyczajem, jeśli kobiety dowiedzą się o "męskich sprawach" są podatne na gwałtowne ataki, a nawet śmierć. Aborygeni z Anangu wierzą, że wielkie skały Kata Tjuta są domem dla energii ducha z Czasów Snu/Marzeń (Dreamtime). Aborygeni wierzą, że w mitologicznym czasie snu bóstwa i przodkowie ukształtowali ich doczesny świat. Od 1995 roku miejsce to jest ponownie wykorzystywane do ceremonii kulturalnych.


Galeria Foto:


Epilog:

Kilka osób, z którymi rozmawiałem zgodnie twierdzi, że Kata Tjuta oferuje więcej niż powszechnie znane Uluru. Na pewno trzeba tam pojechać będąc już na miejscu. 


 Na szczęście nie trzeba mieć dylematów. Obydwie formacje da się zobaczyć w ramach jednego wypadu.

Kata Tjuta oferuje brak wyraźnych ograniczeń w zwiedzaniu i dwie trasy piesze, które osobiści polecam. Jedną z nich jest kilkukilometrowy spacer widokową Doliną Wiatrów (Valley of the Winds). 

Spacer Doliną Wiatrów 

Druga trasa prowadzi do wnętrza malowniczego Wąwozu Olga. Wąwóz leży między dwiema masywnymi kopułami Kata Tjuta. Według przewodnika szlak pieszy prowadzi do krańca ściany urwiska, w którym płynący strumyk utworzył skalne jeziorko (jeziorka i strumyka nie stwierdziłem - vide zdjęcie poniżej).
  
 Wiele wskazuje na to, że faktycznie tutaj może być strumyk (przynajmniej okresowo)

Pozdrawiam,
PB

środa, 18 lipca 2018

Uluru - mityczne serce Australii

Kontekst osobisty:

Są dni kiedy potrzebujesz opuścić centrum miasta, zostawić samochód w garażu, wyłączyć telefon, odciąć internet siekierą, naszkicować wstępny plan, założyć parę dobrych butów i po prostu wyjechać. Im dalej od cywilizacji, tym lepiej...

Uluru - widok z lotu ptaka
Fakty:

  • Nazwa: Uluru, Ayers Rock, The Rock (dwa ostatnie popularne raczej wsród europejskich osadników)
  • Obiekt: Skała (do niedawna uznawana za monolit) znajdująca się na środku kontynentu australijskiego.
  • Skojarzenia: Obiekt w powszechnej świadomości mylnie uznawany za największy monolit na świecie. W rzeczywistości góra Mount Augustus znjdujaca się w Zachodniej Australii jest największym tego typu obiektem na naszej planecie (jest od Uluru ponad dwa razy większa). Dodatkowo ostatnie wyniki badań naukowych twierdzą, że Uluru wcale nie jest monolitem, lecz częścią większej formacji skalnej, do której należą również Kata Tjuta (o której w następnym poście) i Mount Connor. Panta Rei, z geografią jest trochę jak z przepisami ruchu drogowego. Zmieniają się co jakiś czas a my i tak stosujemy się do tych, które znaliśmy, gdy zdawaliśmy prawko... (vide Pluton, Nowa Zelandia)
  • Lokalizacja: Australia, Terytorium Północne. W okolicy znajduje się miasteczko Yulara zbudowane jako zaplecze turystyczne dla obsługi ruchu turystycznego związanego z Uluru.
  • Wiek formacji: około 600mln lat
  • Wysokość mierzona od poziomu terenu: 348m
  • Szacowana głębokość pod poziomem terenu: około 2.5km
  • Obwód w poziomie terenu: ca. 9.4 km
  • Pierwsza zarejestrowana śmierć podczas wspinaczki na Uluru: 1951 rok
  • Całkowita liczba zgonów odnotowana podczas wspinaczki na Uluru: 37 lub 35 (zależnie od źródeł)
  • Powstanie lotniska na północnej stronie kamienia: 1959 rok, na obecnym lotnisku w Ayers Rock można obejrzeć zdjęcia
  • Oddanie prawa własności Uluru przez rząd Australii miejscowym aborygenom, plemieniu Anangu – 1985rok. Plemie oddało następnie teren rządowi w 99-letnią dzierżawę
  • Wpisanie na listę światowego dziedzictwa Unesco: 1987rok
  • Koszt biletu wstępu na teren parku: AUD 25, dzieci za darmo (bilet ważny 3 dni)

Kontekst religijny:

Uluru jest nie tylko skałą-symbolem po środku kontynentu. To także centralny punkt kultu dla rdzennych mieszkańców Australii. Aborygeni wierzą, że skała została stworzona w czasach kreowania świata przez ich praprzodków. Od tego czasu, czyli dla Aborygenów od zawsze, Uluru jest miejscem świętym, jest centrum ich wszechświata. Każdy kształt, każde miejsce tej skały ma w sobie zapisaną pradawną historię stworzenia, do której Aborygeni podchodzą bardzo poważnie. W kamieniu do dziś zaklęte są twarze, kształty, dusze, historie, życie i śmierć. Na ścianach pozostały naskalne malowidła, a w grotach i jaskiniach według lokalnych wierzeń nadal odbywają się ceremonie i rytuały, podczas których zwyczaje, moce i wierzenia przekazywane są potomkom z pokolenia na pokolenie.

W Uluru zapisane są zdarzenia, dusze, kształty. A Wy jaki kształt tu rozpoznajecie?

Dygresja:

Aborygeni skrajnie nie dają się wpasować w ramy świata wartości białego człowiek. Przegrali z nim walkę o swoją ziemię i swoje prawa. Udało im się jednak przetrwać i dziś biały człowiek na skutek pewnych refleksji stara się im wytyczyć nowe miejsce w społeczeństwie (podobnie jak ma to miejsce w USA z Indianami). Jednym z działań obecnych rządów jest ochrona dziedzictwa związanego z Aborygenami i zapewnienie im finansowego przetrwania. Temat rozległy i bardzo złożony, nie zamierzam go dogłębnie analizować. Ale to jest elementarz, to trzeba po prostu wiedzieć, żeby lepiej zrozumieć Uluru. Tutaj zaczyna się następny rozdział...

Kontrowersje:

Osoby z którymi rozmawiałem o Uluru w pierwszej kolejności zadają pytanie „Czy można się jeszcze wspinać na Kamień?”. Z tych moich rozmów wygląda na to, że jest to jeden z popularnijszych powodów, dla których ludzie interesują się tym miejscem. Ostatnio odnotowałem, że pisały o tym także polskie portale (onet i tvn). Temat wspinaczki mimo, że ciągle aktualny budzi sporo kontrowersji.

Jak wspomniałem, skała Uluru ma bardzo istotne znaczenie dla świadmości lokalnej społeczności aborygeńskiej i jest przedmiotem kultu dla miejscowego plemienia Aborygenów – Anangu. Odwiedzanie miejsca formalnie odbywa się na zasadach ustalonych z przedstawicielami tego plemienia i władzami parku. Odwiedzać monolit można więc: w określonych godzinach, po określonych szlakach z zachowaniem szacunku dla miejsca. Szacunek ten wyrażać się ma zakazem wspinania na kamień i w wybranych miejscach także zakazem robienia mu zdjęć. Ten pierwszy zakaz jest jawnie do dziś łamany (ten drugi zresztą też, tyle że mniej jawnie) w obawie przed odpływem pieniędzy i turystów.

Przy północno-zachodnim parkingu (zwanym w Google map Climb Car Park „Parking wspinaczkowy”) udostępniono turystom możliwość zdobycia kamienia we w miarę zorganizowany sposób. Przy parkingu znajduje się początek szlaku wspinaczkowego, który stanowi brama i spora tablica stanowiąca punkt informacyjny. Na tablicy przeczytamy kiedy można bezpiecznie wspiąć się na szczyt góry. Po kłódce na bramie poznamy natomiast czy ten czas jest właśnie teraz. Lista wyłączeń z okresu wspinaczkowego jest tak długa, że w zasadzie powiedzieć należy, że okresy w których można się wspinać stanowią wyjątek od reguły. Poza faktycznymi względami bezpieczeństwa jest to też powolne przyzwyczajanie turystów do całkowitego wygaszenia szlaku, które według oficjalnych źródeł ma mieć miejsce w roku 2019.

Climb Car Park a właściwie tylko jego niewielka część. Następny post majaczy w tle.

 To kiedy właściwie można?
Jeśli rozważyliście juz wewnętrznie kwestie moralne i uznacie, że wspianczka na obiekt kultu lokalnej społeczności nie jest dla was probemem (to zostawiam pod rozwagę każdemu z osobna) i dodatkowo macie szczęście bo brama do szlaku jest akurat otwarta, z marszu staniecie w trzygodzinnej kolejce na szczyt. Tyle w normalnych warunkach trwa marsz łańcuszka wspianczy w dwie strony. Prawdopodobnie sama wspinaczka trwałaby dłużej i byłaby mniej popularna, gdyby nie ukłon władz parku w stornę tursytów. W 1964 roku zaistalowano bowiem łańcuchy, które stanowią rodzaj oporęczowania zdecydowanie ułatwiający wspinaczkę i czyniący ją bardziej bezpieczną. Z typową anglosaską moralnością postanowiono jednak zainstalować je w taki sposób, aby zbytnio nie zachęcać przypadkowych turystów do być może nazbytniego wysiłku. Oporęczowanie zaczyna się około 50 metrów od punktu startowego i ten odcinek trzeba pokonąć po dosyć stromej skale bez żadnych zabezpieczeń. Tą część trasy nazywa sie Chicken Rock i w założeniu ma zniechecić żółtodziobów. Uzyskano w ten sposób dyplomatyczny kompromis. No bo rozumiecie... Skoro nie umiemy (nie do końca chcemy $$$) powstrzymać ludzi przed wspianczką to uczyńmy ją choć trochę bezpieczniejszą. Bezpieczniejszą, ale nie zupełnie bezpieczną, na tyle niebezpieczną żeby zniechęcić tych najmniej zdeterminowanych.
W 2018 roku kontrowersje wokół wspinaczki nadal narastają, strumień odwiedzajacych (ale nie chętnych) ze wzgędu na ograniczenia słabnie i wydaje się, że w końcu miejscowi Aborygeni osiągną swój cel. I chyba dobrze, nikt nie lubi szargania plemiennych świętości. W Polsce coś o tym ostatnio wiemy...

Wracajmy na szlak. Wiemy, że chętnych do zrobienia zdjęcia na szczycie i wrzucenia go na Insta jest nadal sporo. Muszę przyznać, że przewodnicy wykazują się jednak pewną empatią i próbują pewne kwestie dosyć klarownie tłumaczyć. 

Przy wejściu na szczyt byłem świadkiem sytuacji, w której przewodnik grupy sugestywnie zniechęcał do wspinania się na skałę. Podał przy tym kilka powodów, z których każdy mógł trafić na podatny grunt (tak religijny jak i zdroworozsądkowy a także naukowy).

Dlaczego nie warto się wspinać?

- Do szanujących kontekst religijny trafić powinien argument o świętym charakterze miejsca i mistycznym przedmiocie wierzeń. Otóż aborygeni wierzą, że na terenie parku każdy spoza plemianie jest ich gościem i przypadkowa śmierć takiego gościa musi być okupiona odpowiednią stratą wewnątrz plemienia.

Nadal masz wątpliwości? Może argument naukowy jest tym czego potrzebujesz.

- Wzdłuż całej trasy na szczyt, warstwa wierzchnia kamienia co można łatwo stwierdzić ulega przyśpieszonej degradacji. W miejscu wędrówki charakterystyczny rdzawo-czerwony kolor znika pod podeszwami wspinaczy. Zmienia to ponoć charakter skały i przyspiesza jej proces starzenia...

Na zdjęciu powyżej wyraźnie widać szlak wspinaczkowy. Ta nitka o szarym kolorze to skutek niszczenia wierzchniej warstwy skały przez wspinających się turystów.

Nie trafia do Ciebie argument naukowy? Spróbuj racjonalnego:

- Podczas wspinaczek na szczyt odnotowano 37 (35 zależnie od źródła) przypadków śmiertelnych. Wypadki te miały miejsce głównie na skutek upadku. W tej grupie wsród przyczyn odpadniecia z trasy do najpopularniejszych zalicza się....chęć złapania aparatów i smartofnów, które nieszczęśnicy wypuśclili chwile wcześniej z rąk (trafia do wyobraźni?? 😊), poślizgnięcie i atak serca. Trasa bywa naprawdę stroma.

Gdyby widmo śmierci nie było wystarczającym straszakiem przytoczono jeszcze jedną przypowieść.

- Jakiś czas temu czwórka turystów z Alice Springs po zdobyciu szczytu postanowiła wrócić na dół alternatywną trasą. Plan był na tyle nieprzemyślany, że cała czwórka w efekcie utknęła na noc na szczycie kamienia. W związku z zaistniałą sytuacją, lokalne władze postanowiły uruchomić akcję poszukiwawczą z użyciem helikoptera. Całą czwórkę dosyć sprawnie uratowano z opresji i już na dole po upewnieniu się, że śmiałkom nie zagraża niebezpieczeństwo przedstawiono rachunki z krótkim terminem płatności. Kara od władz parku za zejście ze szlaku wynosiła 22000AUD (do podziału na czterech) natomiast ekipa rescue przedstawiła rachunek na 180000AUD za start śmigła i cały ten nocny ambaras. Co do liczb są pewne drobne rozbieżności, ale ten argument trafił (jak zauważyłem) do całej grupy bez wyjątku...

Są także legendy, które krążą w necie o tym, że ludzie po czasie odsyłają do władz parku kawałki skały zabrane uprzednio na pamiątkę. Wiązać się ma to z pechem, który po powrocie prześladuje ponoć niepokornych turystów...
  
Ja szczytu nie zamierzałem zdobywać, wszedłem tylko w górne okolice pierwszego odcinka i tam się wycofałem. Który argument u mnie zwyciężył?

Nie pamiętam 😉 to już niech pozostanie tajemnicą... Na wszelki wypadek sprzedawać będę wersję, że zrobiłem to z wyższych niż moje ego pobudek.

Galeria zdjęć:




Epilog:

Na jednej z tablic parkowych widnieje napis. "Is it a place to conquer or is it a place to connect with?". 

Challenge yourself.

Pozdrawiam,
PB

niedziela, 8 lipca 2018

Jenolan Caves - Blue Mountains in winter

Będąc w Katoombie, czyli w centralnym punkcie Gór Błękitnych, warto rozważyć prawie półtora godzinną podróż do Jaskiń Jenolan (czyt. Dżenolan). Warto rozważyć po pierwsze dlatego, że Góry Błękitne w tym rejonie mają rzeczywiście górski klimat a po drugi dlatego, że tutejsze jaskinie są naprawdę piękne...
 
 Jenolan Caves - Chifley Cave (Jaskinia Cziflej). 
 

Atmosferę tego miejsca, wraz z pięknymi krajobrazami współtworzy klimatyczny górski ośrodek, do którego droga prowadzi przez wydrążony w skale tunel (nazwany Grand Canyon).

Grand Canyon naprawdę robi wrażenie.

Zapraszamy do odwiedzenia Jaskiń Jenolan.